Inspiracje, motywacje, prezenty!












Jak precyzować swoje cele, marzenia?


Jeśli nie wiesz czego chcesz, to dostaniesz nic lub byle co. Ochłapy, po które nikt inny nie sięgnął. Jeśli nie wiesz czego chcesz, inni Ci to powiedzą, a będzie to zgodne z ich pragnieniami.
Czytaj dalej...

Mam niepełnosprawne dziecko, ale wstyd!


Bulwersuje Cię tytuł? Mnie też. Gdybym nie miała niepełnosprawnego syna, nie wiedziałabym jak wielką skalę ma problem poczucia wstydu wśród rodziców dzieci niepełnosprawnych. Moja wiedza wynika z tego, że mam z nimi często do czynienia i jestem przerażona!
Czytaj dalej...

Freelancerką być... X porad jak sprawić, by Twoja praca w domu stała się koszmarem.


Jest godzina 23:51 czasu londyńskiego, na nogach mam różowe kapcie, ubrana jestem w piżamę w panterkę o 3 rozmiary za dużą. Siedzę i piszę ten post. Ręce mi opadły, cycki i tyłek też. Czytam poradniki. Jest noc, chodzę spać o 2-3 nad ranem, to taki czas, by sobie poczytać więc czytam. No, a jak czytam to śmieję się z waleniem głową o klawiaturę na zmianę.
Czytaj dalej...

Ty tego chcesz, czy robisz to, bo ktoś tak chce?


Poprawność polityczna to nie moja działa. Głośno i wyraźnie wyrażam swój głos w sprawach, które mnie dotyczą, które mnie poruszają, które uważam, że należy przedstawiać jak jest. Bez owijania w bawełnę, poprawności politycznej, dostosowywania się do mas i pod ich dyktando. O kampanii społecznej "Nie odkładaj macierzyństwa na później" będzie ten post i moim stanowczym TAK dla niej!
Czytaj dalej...

Walcz i nigdy się nie poddawaj!- Aga


-Aga, co chciałabyś powiedzieć, przekazać Czytelnikom mojego bloga?
- Trzeba walczyć o swoje i nigdy się nie poddawać. Zbyt wielu ludzi zbyt wcześnie się poddaje.

-Jesteś samotną mamą, jesteś też po rozwodzie. Wcześnie straciłaś rodziców. Od dawna jesteś zdana sama na siebie.
-Tak. Tata zmarł, gdy miałam 18,5 roku, mama półtorej roku później. W chwilę przed śmiercią mamy zaczęłam spotykać się z Maciejem. Gdy mama zmarła zamieszkaliśmy razem w mieszkaniu zakładowym po moich rodzicach. Zaszłam w ciążę i na tym się skupiłam. Ciąża i związek pomógł mi przetrwać okres żałoby związany ze stratą rodziców. Jednak mąż całe dnie pracował, a ja czułam się bardzo samotna. Mieszkaliśmy na wiosce, gdzie nie miałam nikogo z kim mogłabym porozmawiać. Czasem rozmawiałam ze sprzedawczynią z pobliskiego sklepiku. Samotność bardzo mi dokuczała. Zaczęłam popadać w depresję, dlatego postanowiliśmy przeprowadzić się do mamy Maćka.

- W tym momencie postawiłaś wszystko na swoje małżeństwo, bo opuszczając mieszkanie po rodzicach nie mogłaś już tam wrócić. Traciłaś je bezpowrotnie?
- Tak. Ja wiem, że pod względem mieszkaniowym to był błąd, bo borykam się od tamtej pory z problemem braku prawa do jakiegokolwiek mieszkania, a obecnie jestem zagrożona bezdomnością, ale pod względem psychicznym było dobre. Jak się przeprowadziliśmy odżyłam. Nie miałam mamy, nie miał kto mi doradzić, pomóc, podpowiedzieć z dzieckiem. Byłam młodą mamą i potrzebowałam wsparcia.

-Wkrótce okazało się, ze ta decyzja nie była wcale taka dobra i konsekwencje jej ciągną się za Tobą do dzisiaj.
-Między nami zaczęło się psuć. Mieszkaliśmy pod jednym dachem ale osobno. Wydaje mi się, że wtedy jeszcze nie dorośliśmy do tak poważnego życia. Dochodziło do bardzo nieprzyjemnych sytuacji i po którejś z kolei kłótni, nie wytrzymałam, spakowałam walizkę i pojechałam do Poznania. Zatrzymałam się u koleżanki z pracy.

- Córkę zostawiłaś z ojcem. Czy ta decyzja była dla Ciebie trudna?
- Była trudna, ale wiedziałam, że to będzie najlepsze dla niej. Nie mogłam jej zapewnić stabilizacji, musiałam iść do pracy, a rodzice nie żyli, nie miałby kto mi pomóc. Koleżanki doradzały, bym wzięła Wiktorię i poszła do Barki (dom dla bezdomnych), ale stwierdziłam, że to, że jest beznadziejnie między nami, to nie znaczy, że Maciej jest złym ojcem. Wręcz przeciwnie, był i jest dobrym ojcem. Nie chciałam jej wyrywać z jej środowiska. Miała 5 lat, koleżanki, dobrego ojca, babcię, swoje miejsce, które znała, kochała i czuła się bezpiecznie. Co ja mogłam jej zaoferować?

-Czy Wiktoria kiedykolwiek wyraziła żal?
- Nie. Dla niej tam jest naturalne środowisko.

- Czujesz, że straciłaś na relacji z córką przez rozwód i pozostawienie jej z ojcem?
-Tak. Straciłam tą więź między matką, a córką. W Poznaniu przez 3 lata mieszkałam na wynajętym pokoju u starszej pani. Co weekend widziałam się z Wiktorią. Jeździłam do niej, ona czasem spędzała weekend u mnie. Ustaliliśmy z byłym mężem, że jednego roku Wiktoria spędza święta u niego, drugiego u mnie. Wyjeżdżałam z Wiktorią do mojej ciotki. Spędzałyśmy dużo czasu razem, ale gdy byłam w zagrożonej ciąży z bliźniaczkami, rzadziej jeździłam i widywałam się z nią. Wtedy nasza więź osłabła. Wyczuwam teraz taki dystans między nami. Bardziej ja zabiegam o relacje, spotkania. Czuję, że nie jest tak fajnie jakby mogło być...

-Zostawiłaś córkę z ojcem, bo kierowałaś się wyłącznie jej dobrem. Często zastanawiam się nad tym, bo wiesz, ja nie umiem tak bardzo wyzbyć się egoizmu. To ogromna odwaga i empatia zostawić dziecko przy ojcu, gdy między małżonkami jest źle i czują tyle do siebie żalu. Tak jak powiedziałaś, to, ze między Wami nie wyszło, nie znaczy, że jest złym ojcem, choć własnie o tym zapomina wiele par, gdy decydują się na rozstanie. Umarłabym, gdyby nie miała stale dziecka przy sobie. Ale wracając do Ciebie. Bliźniaczki, bo o ciąży z nimi wspomniałaś przed chwilą.
- Jeszcze przed wyprowadzką do Poznania zaczęłam pracę, na początku była to umowa zlecenie i kiepskie zarobki, później zaczęli nam dawać umowy na czas określony, a wypłaty były uzależnione od sprzedażny. Pracowałam tam, aż do urodzenia bliźniaczek. Patryka poznałam w autobusie. Zaczęliśmy się spotykać, potem zamieszkaliśmy razem w wynajętej kawalerce. Zaszłam w ciążę, po 2 latach wyprowadziliśmy się z Poznania i wróciłam do Mosiny pod Poznaniem.

-Tam, gdzie nadal mieszkasz?
-Tak, tylko że teraz mieszkam z dziewczynkami sama.

-Wiem, że Patryk jest alkoholikiem i ma duże problemy z prawem. Jest agresywny i wywołuje awantury i bijatyki. Czego miałaś dość, że postanowiłaś się z nim rozstać?
- Patryk okazał się nieodpowiedzialnym facetem. Miałam dość jego pijaństwa i biedy. Na nic nie mieliśmy pieniędzy. On nie pracował, ja po urodzeniu dziewczynek miałam macierzyński, potem zapisałam się do Urzędu Pracy, dostawałam zasiłek. Miarka się przebrała, gdy nie mieliśmy już nawet na pieluchy. Wygoniłam go!

-No właśnie, kwestia pieniędzy. Wcześniej pracowałaś, a potem zasiłki, jak sobie radzisz?
-Wiesz co? (śmiech) Ja nawet nie wiem, jak ja przeżyłam. Miałam tez zasiłek macierzyński do września. Na bezrobocie zapisałam się w październiku albo listopadzie, a o alimenty sprawa odbyła się dopiero w grudniu. Pierwsze alimenty dostałam dopiero w maju z Funduszu Alimentacyjnego, bo Patryk nie płacił i nadal tego nie robi. Do tego czasu miałam wtedy 600 parę złotych, a płaciłam i nadal płacę alimenty na Wiktorię. Dużo pomogło na pewno mi to, że mieszkam u koleżanki i nie muszę płacić za wynajem. Dodatkowo nie mam żadnych nałogów, nie piję, nie palę, to też bardzo pomaga mi przeżyć za bardzo niski dochód. Jak było bardzo źle to mama Gosi, Pani Janka przynosiła mi obiady. 

-Obecnie prowadzisz blog, wytwarzasz rękodzieło, odnawiasz meble w stylu shabby chic, zajmujesz się fotografią, którą zachwyciła się Ruda- blogerska guru fotografii z bloga Jest Rudo. Ostatnio pojawił się na jej blogu tutorial Twojego autorstwa. Rozwijasz się i sobie radzisz.
-Ja kiedyś w Gdańsku powiedziałam ci, że facet kobietę ogranicza. Lepiej sobie sama radzę. 

-No tak, ale ograniczają ograniczeni mężczyźni. Wtedy faktycznie kobieta sobie lepiej radzi. Gdzie sprzedajesz swoje rękodzieło?
- Na portalu Srebrna Agrafka, poprzez swój blog Moje Ręczne Hokus Pokus. Otrzymuję indywidualne zamówienia, a także w kwiaciarni w Mosinie. Poprzez swój fanpage. Jestem też w trakcie tworzenia sklepu internetowego.





-Aga, obecnie do końca czerwca 2015 musisz opuścić mieszkanie, które udostępniła Ci nieodpłatnie koleżanka. Jakie masz plany, co dalej? Powiedz nam, jak tego dokonasz, bo w podobnej sytuacji jest wiele kobiet. To może być dla nich bardzo motywujące.

-Hm... prawda jest taka, że w naszym kraju ludzie są zdani na samych siebie. Chodzę po urzędach, byłam u Burmistrza w mieście w którym mieszkam, byłam w Poznaniu. Wszędzie tylko wymówki i że eksmitowanym osobom, które chleją i nie płacą za mieszkania komunalne, mieszkania należą się w pierwszej kolejności. Paranoja. Sama mieszkasz w Anglii i wiesz, że tam nie było by mowy, aby samotna matka z dziećmi była bezdomna. W Polsce mają to gdzieś. Burmistrz podczas jednego z naszych spotkań powiedział, że nie chciałby, żebym błąkała się po Poznaniu. Miałam złożone wniosek o mieszkanie, które sam mi wskazał. Więc spałam spokojnie, myślałam, że zagrożenie bezdomnością samotnej matki z dwójką małych dzieci jest priorytetem i... dostałam odmowę. Na ostatnim spotkaniu dostałam od Burmistrza, telefon do jego sąsiada, który ma na wynajęcie za 700 zł mieszkanko. Ciekawe jak mam je wynająć, opłacić i żyć za 1154 zł? Ale ja się nie poddam! Teraz najważniejsze dla mnie to znaleźć nam miejsce na Ziemi, aby mieć stabilizację, przede wszystkim dla dzieci. Nie jest to proste i nie mam na to złotego środka, ale na pewno będę walczyć i nie poddam się. Rozwijam i nadal będę swoje pasje- bloga i fotografię. Gdy dziewczynki pójdą do przedszkola, będę mogła bardziej skupić się na moich pasjach i odnawianiu mebli. Kocham to robić. 




Aga Skalska- samotna mama, blogerka, fotografka, rękodzielniczka, nie poddająca się walcząca z bezdomnością.




Czytaj dalej...

Jak to jest być mamą autystyka?


Czasem zapominam, że mój Oli ma autyzm. Przeważnie wtedy, gdy jego zachowanie przez dłuższy czas nie odbiega od zachowania typowego ośmiolatka. Są jednak chwilę, gdy jak piorunem porażona jestem jego autystycznymi dziwactwami czy zachowaniami, a wtedy dobrze sobie przypomnieć, że on ma autyzm. Dzięki temu, że od 2 do 6 roku życia włącznie był pod opieką IWRD w Gdańsku, przez większość czasu Oli jest zwykłym chłopcem, ale autyzm to podstępna dysfunkcja i trzeba zawsze o tym pamiętać.
Czytaj dalej...

W życiu nie ma przypadków, a z kim przystajesz takim się stajesz.


Kiedy interesuje Cię malarstwo trudno wytrzymać Ci w towarzystwie, które ciągle prawi o wynikach meczów. Kiedy jesteś w ciąży zaczynasz widzieć dookoła same kobiety w ciąży. A gdy kupujesz czerwonego Fiata, na mieście nie jeżdżą inne samochodu, jak właśnie czerwone Fiaty. Kiedy otaczasz się samymi maruderami lub ludźmi nieudolnymi życiowo, którzy na wszystko mają wytłumaczenie i nigdy niczemu nie są winni, z czasem zaczynasz być tak samo beznadziejny jak oni. 
Czytaj dalej...

Camelot i lęk wysokości- jak przetrwać zwiedzanie zamku Króla Artura?


Zamek Camelot leży na północy Kornwalii, zaledwie 60 mil od stolicy Angielskiej Riwiery- Torquay. Byłabym głupia, gdybym nie zwiedziła ;) Z zamku pozostały ruiny i pionowe schody, na których dzielnie walczyłam ze swoim gigantycznym lękiem wysokości. Dla lękowców info- im częściej walczysz ze swoimi lękami, tym jest ich mniej. A jak radzić sobie z atakami paniki w poście Ataki paniki i jak sobie z nimi radzić. Wracając do Króla Artura i ruin jego zamku (chociaż daty wybudowania go przez Celtów nijak się mają do historii Artura, wszyscy i tak nazywają go zamkiem Króla Artura) musicie to zobaczyć, bo mimo leku wysokości i silnego, zimnego wiatru atlantyckiego- miejsce bajka :)

Czytaj dalej...

Książka, od której wszystko się zaczęło...


W 1994 roku, gdy miałam pełne 16 lat, a do 17 brakowało mi kilku miesięcy, zmarł tragicznie mój wujek, ojciec chrzestny (piszę to nie ze względu na religijność, ale na to, że kiedyś z rodzicami chrzestnymi miało się jakoś inną więź- większą). Był jak kumpel, miał dopiero 33 lata, bywał u nas w domu przez wiele lat, codziennie. Ta śmierć wywarła na mnie ogromną traumę i doznałam strasznej straty. Żadna przedtem, ani potem, niczyja śmierć nie spowodowała we mnie takiego wstrząsu jak ta.
Czytaj dalej...

Ja zrobić z siebie frajerkę.


Z mamą możemy wiele razy się kłócić i w wielu sytuacjach nie zgadzamy się ze sobą wcale. Jednak jedno zdanie, które moja mama powtarzała mi za dzieciaka, sprawdziło się u mnie wielokrotnie- Daj palec, a wezmą całą rękę!
Czytaj dalej...

Jak dobrze wyjść na plażowych zdjęciach?


Jestem mega niefotogeniczna, do tego mam fałdki tu i ówdzie, cellulit i inne nie fajne rzeczy, które co prawda nie spędzają mi snu z powiek, ale nie chcę wcale ich uwidaczniać i nie chcę by wiodły prym na letnich fotkach. Znalazłam w sieci poradnik, jak ustawiać się do plażowych zdjęć, by wychodzić na nich atrakcyjnie, a nie jak w moim przypadku foka :)
Czytaj dalej...

Nigdy nie jest za późno na zmiany- Tomasz


-Co chciałbyś o sobie powiedzieć, przekazać Czytelnikom mojego bloga?
-Że nigdy nie jest za późno na zmiany.
-O jakich zmianach mówisz?
- Mentalnych. Chciałem po prostu powiedzieć, że nawet z najbardziej beznadziejnej sytuacji można wyjść, tylko trzeba wierzyć, że się wyjdzie. Mam 38 lat, a jeszcze 3-4 lata temu, może więcej 5-6 lat temu, moja przyszłość w mojej głowie wyglądała, no nieciekawie.
-Czyli jak?
-Od 2003 roku tkwiłem w beznadziejnym małżeństwie, byłem pijącym alkoholikiem i moja wizja przyszłości wyglądała tak, że po prostu zapiję się na śmierć. 
- Kiedy nastąpił przełom?
- Były w sumie 2 przełomy. Pierwszy w 2009 roku, kiedy odeszła ode mnie żona. A drugi to na wiosnę 2010 roku, spotkałem po 15 albo po ponad 15 latach, koleżankę z młodzieńczych lat.
- Gdy odeszła od Ciebie żona, co to zmieniło w Twoim życiu?
- Od razu, na gorąco, to był kolejny pretekst do napicia się. Chlałem, ale byłem szczęśliwy, że nie będę tkwił w tym chorym związku.
-Dlaczego nazywasz go chorym?
- Bo teraz jak patrzę z dystansu na to, co się wtedy działo w naszym małżeństwie, to było jedne wielkie kłamstwo. Ona na każdym kroku okłamywała mnie, a ja ją.
- Czy wniosłeś w to małżeństwo dokładnie to, co wyniosłeś z domu, z małżeństwa swoich rodziców?
- Chyba tak. Ja pracowałem, ona nie pracowała. Ja chlałem bardzo dużo, codziennie. Nic nas nie łączyło. 
-Co spowodowało, że zdecydowałeś, że nie chcesz już tak żyć?
- Znaczy, jak spotkałem tą koleżankę z młodzieńczych lat, widziała jak wyglądam, ale pamiętała mnie z lat, gdy jako gówniarze spędzaliśmy dużo razem czasu. Ona jest kuzynką moich kumpli. Dużo ze sobą rozmawialiśmy, ona pytała, co się stało, że doprowadziłem się do takiego stanu. Przyznałem się przed nią, że mam problem z alkoholem, powiedział, że jeśli chcę, może mi pomóc.
- I pomogła Ci?
- Były dwie takie rzeczy. Po pierwsze, między nami zaiskrzyło, spodobaliśmy się sobie. I to była jedna z takich rzeczy... nie, inaczej. Spodobaliśmy się sobie, a po drugie powiedziała mi: Pokaże ci jak zajebiście można żyć na trzeźwo. Sama nie pije i nie używa żadnych wspomagaczy. No i pokazała mi (śmiech).
-Jak?
- Przychodziła do mnie i mówiła: Pożyczyłeś od mojej mamy 700 zł i zarezerwowałeś dla nas weekend na Mazurach. A ja nic o tym nie wiedziałem (śmiech). Mówiła: pojedziemy razem, spędzimy super czas, ale musisz być trzeźwy. I jechaliśmy. Dobrze jedliśmy, śmialiśmy się, spacerowaliśmy, rozmawialiśmy, kochaliśmy się. I wszystko było takie świadome. Takich wyjazdów było kilka.
-Czy podczas tych wyjazdów uświadomiłeś sobie, że coś tracisz?
- Tak. Ten czas jak byliśmy razem... było fantastycznie, chociaż gdzieś z tyłu głowy miałem alkohol. Uświadomiłem sobie, że wszystkie te lata podczas, których piłem, straciłem je. Kiedyś ojciec mi powiedział, bo wiesz, on wytrzeźwiał 2 lata przed swoją śmiercią, powiedział mi, że nie wie gdzie stracił 10 lat swojego życia. Nie pamiętał. Powiedział, że tak jakby położył się spać jako 40-50latek, a obudził się jako 50-60latek. Ze mną było tak samo.
-Co było dalej?
- Związałem się z nią, chociaż przez pierwsze 2 lata niewiele się zmieniło. Mniej piłem, ale jednak cały czas piłem. Zachęciła mnie, żebym poszedł na terapię. Dla mnie na początku, to w ogóle  było nie do pojęcia, żebym szedł na jakiś odwyk. Odwyk kojarzył mi się, znaczy ludzie, którzy idą na odwyk, kojarzyli mi się z menelami, co piją denaturat. Ale w końcu poszedłem- zmotywował mnie strach o moje zdrowie i życie, bo bywało bardzo źle. Nie chciałem też dłużej sprawiać cierpienia kobiecie, którą kochałem, z którą się związałem i która tak bardzo we mnie wierzyła. Wiesz? Ona wierzyła we mnie bardziej, niż ja sam w siebie (śmiech). No, a na terapii poznałem kilku biznesmenów, artystkę malarkę i wielu ludzi, którzy na pierwszy rzut oka, nikt by nie powiedział, że są alkoholikami.
- To bardzo ważne, co teraz mówisz, bo wiele osób myśli podobnie jak Ty wtedy. Kojarzą alkoholika z dziadem, który stoi pod sklepem i zaczepia ludzi: kierowniku poratuj złotiszem, by mieć na bełta. A tymczasem alkoholicy pochodzą z różnych środowisk, wykonują różne zawody, mają różne wykształcenie i sytuację finansową. Są wśród nich lekarze, prawnicy, robotnicy, aktorzy, magazynierzy, biedni i bogaci, samotni i w związkach.



-To prawda. Kiedy trzeźwiałem miałem ogromne wsparcie mojej kobiety, teraz już żony. Pomógł mi tez fakt, że ona nie pije. W domu nie ma alkoholu i stało się to dla mnie naturalne. W moim dzieciństwie był alkohol i obiecałem sobie, że nigdy nie będę jak mój ojciec alkoholik. Potem stałem się taki jak on, ale teraz dotrzymuję słowa danego sobie. Spełniam swoje marzenie.
-Teraz nie pijesz.
- Tak. Nie piję prawie 3 lata. 3 lata będzie w sierpniu.
-Czy był to dla Ciebie trudny okres?
- Tak, piłem około 20 lat, a przez 10 lat byłem w ciągu- piłem codziennie. Pierwszy rok był dla mnie tak, jakbym oglądał jakiś film. Wszystko co się działo obok mnie, jak w jakimś filmie. Miałem mętlik w głowie, nie wiedziałem czasem jak ktoś coś do mnie mówił, o co chodzi. Czułem się jak debil. Potem przyzwyczaiłem się, nauczyłem się być trzeźwy. Przez pierwszy rok musiałem bardzo uważać, bo wszystko mogło stać się pretekstem, by znów popłynąć. Potem już było łatwiej, a teraz w ogóle o tym nie myślę i nie wyobrażam sobie, żebym znów miał zacząć pić.
-Dlaczego?
-Znaczy, jak sobie przypomnę moje doświadczenie z piciem, to nie było fajne. Jest takie powiedzenie: pić trzeba umieć. Ja nie umiem i nie piję.
-Czy w społeczeństwie ogólnie pijącym, trudno być trzeźwym? Jest się dziwakiem?
- Tak. Mieszkam w UK i tutaj łatwiej być trzeźwym. W Polsce, gdy komukolwiek mówiłem, że nie piję, pytano mnie czy jestem chory albo czy jestem jehowy. Dla nich było nie do pomyślenia, że mogę nie pić z własnego wyboru. Tutaj jest to naturalnie odbierane, Anglicy po prostu przyjmują to do wiadomości. Nie piję- aha, ok- i tyle. W Polsce jest to nie do przyjęcia. Spotkałem kiedyś starego znajomego. Powiedziałem mu, że nie piję. Ale jak? W ogóle? Ani łyka piwa? W ogóle. Wiesz, jakoś nie mogę sobie tego wyobrazić. Normalnie jestem UFO (śmiech). Dla mnie kiedyś było to też nie do wyobrażenia. Z żoną bywamy na imprezach, na których standardem jest alkohol: wesela, chrzciny, urodziny. Organizujemy Sylwestra i grille. Znajomi piją, my nie. Najzabawniejsze jest to, że my na trzeźwo o wiele lepiej się bawimy niż ci co piją. Na weselach niektórzy komentują, że musimy być mocno nagrzani. Dla większości jest nie do pomyślenia, że tak bawić się można bez picia.
-Odniosłeś ogromny sukces. Wytrzeźwiałeś, rozliczyłeś się z przeszłością, zakończyłeś niszczący pełen kłamstw związek, zerwałeś z wzorcami z dzieciństwa, które przez alkoholizm ojca, było tragiczne.  Gdzie i kim jesteś teraz?
- Teraz jestem w trakcie nauki życia na nowo, ale nie takiego życia jakim żyje większość ludzi: życia na niby, z jakimiś kłamstwami, dwulicowością i całym tym syfem. Jestem mężem, ojcem, pracuję, rozwijam się każdego dnia. Wróciłem do mojej młodzieńczej pasji- gry na gitarze elektrycznej, ku czasami rozpaczy mojej żony, gdy ćwiczę (śmiech). Mam wspaniała żonę, z którą przeszedłem długą i ciężką drogę. Dziś jestem spokojniejszy, zdrowszy. Od czasu, gdy przestałem pić, schudłem 25 kg. Teraz mam w głowie przede wszystkim dobro i szczęście rodziny. Nie zapomniałem o sobie, ale wiesz, alkoholicy to pieprzeni egoiści, a teraz potrafię dbać o innych. Nie podejmuje kretyńskich ruchów, bardziej sobie ufam. Jestem niezależny finansowo, bardziej pewny siebie. Przede wszystkim myślę, żeby nam było dobrze, a nie jak kiedyś, żeby tylko mi było dobrze. 
-Jakie plany na przyszłość?
- W najbliższej przyszłości, razem z żoną, chcemy spełnić nasze marzenie i kupić dom w polskich górach. Ostatnio zainteresowałem się copywritingiem i na pewno będę rozwijać się w tym kierunku. Zawsze lubiłem podróżować i mamy zaplanowanych kilka podróży. Wiesz, moim najważniejszym planem jest to, by nigdy więcej nie być dupkiem (śmiech).



Tomasz Ziniewicz- szczęśliwy mąż, ojciec 2 chłopaków, gitarzysta, przyszły copywriter, rezydent UK, trzeźwy alkoholik z planami na przyszłość.
Jeśli chcesz zadać osobiście pytanie bohaterowi wywiadu, napisz tomasz.ziniewicz@gmail.com

Pozdrawiam
Vika Nova



Czytaj dalej...

Szukaj

Copyright © 2015 pinkmoodline lifestyle blog, rozwój, zmiany, sukces, szczęście | Distributed By My Blogger Themes | Designed By Blokotka